Rzęsy miała dosyć złote, by rozwidnić blaskiem rzęs tych

Dno zmyślonych jezior, gdzie mży śmierć zmyślona, —

Warkocz łatwo się płoszył, więc skrzydłami fal gęstych

Wciąż uciekał i powracał na ramiona.

Bóg w nią spojrzał, kiedy właśnie wynurzona z mgieł spowicia8

Urojone oczy w modre nic rozwarła.

«Kto ją stworzył?» — zapytał. — «Nikt, bo przyszła bez życia

I bez śmierci, więc nie żyła i nie zmarła...

Próżno szukam w jej warkoczu źdźbeł istnienia, snu okruszyn,

Próżno chcę ugłaskać pozłocisty kędzierz9!