A po niebie jeszcze dalej gna!

Chmura oścież w wszechświat się rozdziera,

Nie ma za nią kresu ani dna!

Słońce, w szyby łzawiejąc odżdżone2,

Po podłodze złoty wzburza łan,

I odbicia okien rozmnożone

Wprawia w kurze zruchomiałych ścian.

Ktoś rozepchnął furtę w mym ogrodzie,

Aż z odwrzaskiem runęła na błoń!

Nie wiem, kto to — lecz w porannym chłodzie