I wzięli się za ręce, i poszli niezwłocznie,

Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.

I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile,

Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?

Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,

I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie56.

I nastała wichura, i ciemność bez końca,

I straszna nieobecność wszelakiego słońca.

Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję

Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?