Cisza, równa liczebnie tych milczków gromadzie,

Skupia się w byle słońca zdrobniałego cętce.

Tkwią te ciała o woni zagrzanej gromnicy

Na cokołach opiętych purpurowym suknem,

Co jak mundur odświętny sztywnej tajemnicy,

Zdradza pychę nicości każdym niemal włóknem.

Żądni mąk swych pokazu ci ludzie, jak mary,

Powtarzają bez końca zwyczajem pokuty

Zbrodnię, raz popełnioną26, lub cud nie do wiary,

Co ich wyzuł z istnienia, sam z śmierci wyzuty.