Piersi zdobne ma raną jak wiśnią potworną,

W dłoni — kosz pełen kwiatów, w kwiatach wąż się chowa.

Ilekroć słodkim jadem wąż jej pierś oślini,

Tylekroć oczy zmarłej znów się w świat odsłonią,

Jak gdyby upojnego konania mistrzyni

Łeb śmierci oswojonej pieściła swą dłonią.

Śmierć się łasi do stóp jej, niby wierna służka,

Baczna na lada szepty i lada skinienia,

I jej oczu śmiertelna w nieskończoność zmrużka31

Jest tym tylko, czym dla nas chwila zamyślenia.