I nie wiem, czybym pieścił skwapliwiej to ciało

W chwili, kiedy umiera, czy też — zmartwychwstaje.

Dwaj skazańcy

Widziałem dwóch skazańców, co na swym uboczu

Wysłuchali wyroku pod bagnetów strażą

I na tłum zgromadzony patrzyli bez oczu,

Jak ślepiec, kiedy zmierzchu wypatruje twarzą.

Jeden z nich, licząc jakieś ubiegłe godziny,

O widzenie się z ojcem poprosił nieśmiało,

A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam rodziny!”,