A ona w cudach pilna i w radości chyża

Utkała z pajęczyny, skradzionej spod płota,

Suknię, co prześwituje do oczu pobliża

Oddalami w szkarłatach zanikłego złota...

Szczypta złudy... Źdźbło jawy... Zaufaj, nim zgaśnie!

Wdzięk nicości zdrobniałej... Garść zlękłego głogu...

Już gotów koralowy naszyjnik, co właśnie,

Lśniąc na piersi dziewczęcej, podobał się Bogu.

Bal się zaczął! Czas jechać! Snom wrzaw się zachciewa!

Więc szczura przedzierzgnęła w tęgiego woźnicę,