A myszy — w dwa rumaki, a wiatr — w uździenicę

A szum drzew — w tentent koński! Strwożyły się drzewa!...

Bywały różne czasy i różne bezczasy...

Więc dynię, która soków nabrzmiała swawolą,

Przeobraziła w pudło złocistej kolasy,

Co skrzy się od wieczności, że aż oczy bolą!

Bicz zaświstał! Ruszyły rumaki z kopyta!

Złe jary — wyrwy w złudach, zmór pełne kałuże!

Przepaść śni się łbom końskim! Śmierć za koła chwyta!

Baczność, durny woźnico! Oszalały szczurze!