Na strojnego dywana17 narożnej purpurze,

Gdzie irys obok sarny kwitnie bezroślinnie,

A z wieczności pluszowej unoszą się kurze.

Dziewczynce, co się moim bawi nieistnieniem,

Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa,

I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem,

I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa.

Pilnie wróży mi z ręki, że w najbliższym maju

W świat wyruszę, a w drogę wezmę chleb i zorze,

By piechtami wędrując po Znaszlitymkraju,