Za karę go w jelenia przedzierzgnęła mściwie.

Pokrwawiła się wieczność o leśne igliwie!...

Psy go własne opadły, szarpiąc jak zwierzynę!

Wpośród godzin istnienia miał taką godzinę!...

Próżno bronił obcego, które boli, ciała!

Śmierć go, psami poszczuwszy, z jeleniem zrównała...

Próżno wzywał na pomoc dawnych towarzyszy,

Nasłuchując ich kroków na pobrzeżach ciszy!

Nikt nie poznał po głosie i po znoju rany,

Że to człowiek — nie jeleń! Duch — upolowany!