W urojonych ogrodach znajdź mnie i oszołom!» —

Szołomiła mu usta, obłąkała ręce,

A on tulił cud chwiejny i czar jej nieścisły, —

I patrzył w zakochane mglistości dziewczęce,

Gdzie obok żądzy śmierci — wrą pieszczot domysły.

I ginąc od nadmiaru mgły w czujnym objęciu

Wpośród złotawych przyćmień i błękitnych zadym, —

Skonał wreszcie — posłuszny temu wniebowzięciu,

Które przez sen zawdzięczał — fioletom bladym.

Czas się włóczył po drzewach. Noc przyszła — żałobna.