Wlecze po ziemi nic warte ciało.

I lwa małpował, kiedy w barłogu

Kłem spłoszonemu zagraża Bogu.

I, drwiąc, przedrzeźniał wieczności minę,

Kiedy z błękitu schodzi w dolinę.

Aż śmierć, wtulona w szary przyodziew43,

Stanęła przed nim, że zbladł nad spodziew!

Chciał ją zmałpować, ale nie umiał, —

Chciał coś zrozumieć — i nie zrozumiał.

I padł jej do nóg, nie wiedząc czemu,