Dziewczyna znowu podniosła ku mnie swe turkusowe oczy.
— Nie! — odparła. — Zmusił mnie pod grozą śmierci.
— Postanowiłem dzisiaj raz na zawsze opuścić tę osadę. Czy chcesz mi towarzyszyć w mej wędrówce?
— Chcę! — zawołała dziewczyna.
— Jestem dość kochliwy — mówiłem dalej — i bardzo być może, iż pokocham ciebie, gdy poznam bliżej. Trudno mi teraz zapewnić tobie moją miłość, ponieważ czarność twej twarzy przesłania mym oczom całkowity czar twej postaci, myślę jednak, że da się tę czarność odmyć lub odbarwić.
— Nie da się — szepnęła smutnie Armina.
— Czemu? — spytałem.
— Potworny karzeł poczernił mnie taką maścią, że wszelkie odmycie lub odbarwienie może mnie o śmierć przyprawić. Rozwieję się w nic i zniknę ci sprzed oczu jako sen.
Nic jej na to nie odpowiedziałem.
— Kiedyż zamierzasz opuścić osadę? — rzekła po chwili.