Stella prócz otyłości miała, jak się okazało, jeszcze jedną wadę, mianowicie cierpiała na bezsenność.

Dzięki owej bezsenności, posłyszała dźwięki złotej lutni, na której grała mi we śnie Urgela.

— Cóż to za dźwięki dobywają się z twego snu? — spytała mnie pewnego razu. — Od dawna już chciałam cię o to zapytać, ale jakoś zapominałam.

Opowiedziałem jej całą przygodę z Urgelą.

— O! — zawołała, czerwieniejąc z gniewu. — Nie mogę pozwolić na to, aby twój sen zapełniała jakaś obca istota!

— Urgela nie jest właściwie istotą — odparłem nieśmiało — jest snem tylko. Nie istnieje, lecz śni się... Rozumiesz?

— Nie rozumiem i nie chcę rozumieć! — wrzasnęła Stella. — Ciekawa jestem, co byś ty na to powiedział, gdybym się komuś co noc śniła i w dodatku grywała mu na lutni złotej? Nienawidzę tej Urgeli i muszę ją wypędzić z twego snu na wszystkie cztery wiatry!

— Bój się Boga, Stello, jak możesz być zazdrosna o sen?

— Jestem zazdrosna o sen, gdyż sama cierpię na bezsenność.

Mówiąc to, Stella tupnęła nogą i wyszła z pokoju.