Nie przyszło mi nawet do głowy, iż Diabeł Morski znów mnie w swych sieciach usidlił. Szkatułkę zaklętą miałem wciąż w kieszeni, ponieważ jednak dotąd ze strony Chińczyka i wuja nie groziło mi żadne niebezpieczeństwo, więc nie zajrzałem do jej wnętrza. Pamiętałem, iż grozi mi jakaś tajemnicza kara, jeśli ją bez potrzeby otworzę. Teraz wszakże — na pokładzie okrętu zaczęła mnie dręczyć ciekawość, która z każdą chwilą wzrastała.
Okręt płynął chyżo. Zawiązałem rozmowę z marynarzami, którzy od razu poczuli dla mnie przyjaźń wielką. Opowiadaliśmy sobie na wzajem swoje przygody na morzu, lecz byłem nieco roztargniony, gdyż korciła mnie wciąż obecność w kieszeni owej szkatułki zaklętej. Nie wytrzymałem wreszcie i rzekłem do jednego ze starych i wytrawnych marynarzy:
— Ciekawy jestem, co byś na moim miejscu uczynił? Znajduję się bowiem w położeniu bardzo trudnym, a nawet dwuznacznym. Jeden z przyjaciół dał mi na drogę szkatułkę zaklętą. Tai ona w sobie radę zbawienną, lecz wolno mi ją otworzyć tylko w chwili wyraźnie określonego przez nią niebezpieczeństwa. Jeśli ją otworzę w innej chwili, czeka mnie podobno jakaś kara, której mój przyjaciel nie nazwał po imieniu. Niebezpieczeństwo, o którym mowa, już minęło, a szkatułka tkwi wciąż w mojej kieszeni. Pożera mnie po prostu taka ciekawość, że oddałbym połowę mego życia za możność zajrzenia do jej wnętrza. Ponieważ jesteś starym i wytrawnym marynarzem, więc chyba znasz się na tego rodzaju sprawach. Otóż poradź mi, jak mam postąpić? Czy otworzyć, czy nie otworzyć?
Stary marynarz zamyślił się głęboko, zaś inni jego towarzysze dawali mi na przemian rozmaite rady.
— Otworzyć! — wołali jedni.
— Nie otwierać! — krzyczeli drudzy.
Nie zwracałem uwagi na ich krzyki i czekałem cierpliwie na to, co mi powie stary i wytrawny marynarz.
Ten jednak godzinę całą trwał w zadumie i milczeniu, aż wreszcie spojrzał na mnie i otworzył usta.
— Kto się długo namyśla — ten nigdy nie błądzi — rzekł poważnie, gładząc dłonią przestronną brodę. — Przysłowie mówi: „Myśl do woli, czyń powoli”. A drugie przysłowie twierdzi: „Pustej szkatuły dźwigać nie warto”. Otóż po głębokim namyśle przychodzę do przekonania, iż pustą dźwigasz szkatułę. Nie rozumiem bowiem, czemu twój przyjaciel nie określił kary, która cię czeka w razie otwarcia szkatuły przed czasem lub po czasie? Gdyby naprawdę był twoim przyjacielem nazwałby po imieniu karę, której masz unikać. Nie nazwał jej po imieniu dlatego właśnie, że ją zmyślił i skłamał. Jest tedy zwyczajnym kłamcą i wszystko, co ci powiedział, było kłamstwem. Ani cię kara żadna nie czeka, ani też rady zbawiennej nie ma we wnętrzu szkatuły. Możesz ją śmiało otworzyć, aby zaspokoić swoją i moją ciekawość. Zresztą przyjaciel twój nie groził ci karą w razie, jeśli tę szkatułę otworzy ktoś inny. Otóż — ja sam własnoręcznie gotów jestem ją otworzyć.
Słowa starego i wytrawnego marynarza przekonały mnie najzupełniej.