Wyjąłem szkatułę z kieszeni i podałem mu ją natychmiast.

Stary marynarz z łatwością otworzył szkatułę, zajrzał do wnętrza i wyjął stamtąd świstek papieru, którego widok napełnił mnie przerażeniem. Poznałem od razu ów świstek! Był to list Diabła Morskiego! Zrozumiałem, że jestem znów ofiarą jego wybiegów! Stary i wytrawny marynarz rozwinął list, wdział na nos okulary i zaczął w milczeniu odczytywać pismo diabelskie.

Zbladłem. Nogi zachwiały się pode mną. Zdawało mi się, że za chwilę stracę przytomność.

— Oho! — zawołał stary i wytrawny marynarz. — Nie wiedziałem, że mamy na pokładzie takiego ptaszka, do którego sam Diabeł Morski pisuje listy poufne! Jak ci na imię, czcigodny podróżniku?

— Sindbad — odrzekłem głosem drżącym.

— Właśnie do Sindbada pisany jest ten list.

— Nie zaprzeczam zgoła, że jest pisany do mnie.

W tej chwili zbliżył się do nas kapitan i stary marynarz zwrócił się do niego.

— Niestety, kapitanie! — zawołał głosem grobowo złowieszczym. — Ów podróżnik, któremu na imię Sindbad, obarczył nasz pokład listem Diabła Morskiego. Obecność tego listu na okręcie wróży klęski i nieszczęścia. Musimy się co prędzej pozbyć i listu i jego właściciela. Ten ostatni moim zdaniem jest narzeczonym córki Diabła Morskiego.

Kapitan zrozpaczony chwycił się za głowę.