— Słyszymy — słyszymy — słyszymy! — zaszeptał tłum.
Królewna Chryzeida wyciągnęła dłonie w stronę mego głosu:
— Sindbadzie — rzekła — uczyń to, o co cię błaga ludność tego grodu. Jesteśmy zbyt zmęczeni długim snem króla Miraklesa i naszą ślepotą na wszelką rzeczywistość. Pragniemy zniknąć i rozwiać się i przestać śnić się naszemu królowi! Nie widzę ciebie, Sindbadzie, lecz słyszę głos twój śpiewny i kocham cię za śpiewność twego głosu. Chętnie bym poślubiła ciebie — niewidzialnego, lecz spieszno mi do rozwiania się w nic i do zniknięcia i do spoczynku!
— Śpieszno nam — śpieszno nam — śpieszno nam! — szeptały tłumy.
Stałem — oczarowany pięknością królewny Chryzeidy. Zbliżyłem się do niej, ująłem ją za rękę i rzekłem:
— Opamiętaj się, piękna królewno! Czemuż chcesz się pozbyć swego trwania na ziemi? O, pozwól królowi Miraklesowi, aby śnił nadal swój cudny sen!
— Poniechaj swych próśb, niewidzialny cudzoziemcze!— odrzekła królewna. — Spełnij życzenie moje i mego narodu. Idź za mną — na brzeg morza, gdzie śpi od wieków król Mirakles, i dotknij go kwiatem płomiennym!
Królewna zwiewnym krokiem pobiegła na przód, wlokąc mnie za rękę, której nie wypuszczała ze swej dłoni. Tłum, falując błękitnymi szatami, sunął w ślad za nią i za mną.
Dotarliśmy do północnego brzegu wyspy. Na brzegu owym leżał, pogrążony we śnie, król Mirakles. Był tak olbrzymi, że robił wrażenie żywego wzgórza, które przez sen poruszało się z lekka od westchnień. Tłumy, przez niego wyśnione, wzdychały, gdy wzdychał — przecierały oczy, gdy on je dłonią przecierał — płakały, gdy on przez sen płakał.
— Wyjmij kwiat z zanadrza! — rzekła królewna.