Czarnoksiężnik wyciągnął nad nami dłonie i wyszeptał zaklęcie. Natychmiast pod wpływem wyszeptanego zaklęcia jakaś siła niewidzialna przeniosła nas do wnętrza pałacu potwornego Barbela. Znaleźliśmy się nagle w komnacie pałacowej o ścianach pozłacanych, na których wisiały stare portrety dziadów i pradziadów Barbela. Twarze ich miały rysy mopsie, tak że od pierwszego wejrzenia można było z łatwością stwierdzić podobieństwo rodzinne pomiędzy Barbelem a jego przodkami.
W głębi komnaty stały trzy otomany; jedna zielona, druga błękitna, trzecia złota. Na zielonej leżała królewna w szatach zielonych, na błękitnej — królewna w szatach błękitnych, a na złotej — królewna w szatach złocistych. Wszystkie trzy królewny zdawały się być nieruchome, drętwe i jakby nieżywe.
W kącie komnaty stał trójnóg, na którym płonął ogień różowy. Ogień ów zamiast syczeć, wydawał dźwięki melodyjne i taneczne. Czar tych dźwięków był tak nieodparty, że poczułem w całym ciele niezwalczoną chęć tańca.
Barbel pozbawił nas więzów i rzekł:
— Spójrzcie na te trzy królewny, które leżą na trzech otomanach, są one piękne, ale nieruchome. Sen, podobny do snu wiekuistego, obezwładnił ich ciała. Powołać je do życia można tylko z pomocą tańca. Czy słyszycie muzykę cudowną, która się dobywa z głębi płonącego na trójnogu ognia? Ogień różowy gra im do tańca, lecz trzem królewnom brak trzech tancerzy i dlatego też spoczywają na otomanach nieruchome, drętwe i nieżywe. Nabyłem was w tym celu, abyście spełniali przy królewnach czynność wiernych tancerzy. Zbliżcie się do nich i zaproście je do tańca, a natychmiast ożyją i powstaną i wesprą się na waszych ramionach, aby wespół z wami wirować w tańcu zaklętym.
— Czynność tancerza zgoła nie odpowiada powadze mego wieku — odparł wuj Tarabuk głosem urażonym. — Wymawiam ci tedy posłuszeństwo, potworny Barbelu.
— Jesteś niewolnikiem — odpowiedział warcząc Barbel. — Musisz spełniać moje rozkazy. Zapłaciłem za ciebie cekina, więc należysz do mnie.
— Dałeś za mnie tak małą i lichą zapłatę, że nie masz prawa wymagać ode mnie zaklętego tańca — zawołał wuj z najwyższym oburzeniem.
— Zmuszę cię do tańca — krzyknął Barbel, z lekka poszczekując.
— Wuju — szepnąłem. — Nie ściągaj nowych klęsk na nasze głowy!