Obydwaj dogadzamy swemu podniebieniu,

Obydwaj pożeramy chętnie, co się zdarza,

Z tą różnicą, że nie mam, tak jak ty, kucharza.

Ja wolę ryby z morza, ty — ryby z patelni,

Lecz obydwaj jesteśmy w pożeraniu — dzielni.

Mimo to nikt cię diabłem dotąd nie przezywa,

A mnie w dziale przypadła ta nazwa straszliwa!

Ani burza najsroższa, ani złe wichrzysko

Nie męczy mię, nie boli tak, jak to przezwisko!

Trudno! Muszę je nosić, choćby z tej przyczyny,