— Zacznij od Piruzy — szepnął wuj tajemniczo i z widocznym wzruszeniem.
— Nie mogę zacząć od Piruzy.
— Czemu nie możesz ?
— Bo nie byłem w państwie króla Miraża.
Wuj Tarabuk załamał dłonie.
— O! cóżeś uczynił, niedobry Sindbadzie! Tak długo czekałem na odpowiedź Piruzy, tak długo śniłem o tym, że przyśle po mnie stu rycerzy i że niezwłocznie po przybyciu moim do państwa króla Miraża ofiaruje mi swą rękę wraz z połową królestwa! Byłem i jestem pewien, iż mój wiersz oczarowałby ją i upoił. Czemużeś w swojej podróży ominął państwo króla Miraża?
— Powrót do tego państwa jest mi wzbroniony. Czyha tam na moje życie okrutny Degial, którego pomsta bywa zawsze straszliwa i nieodparta. Mogę ci za to, drogi wuju, opowiedzieć wiele innych cudów, które widziałem.
— Ha, trudna rada! — zauważył smutnie wuj Tarabuk. — Nie widziałeś tym razem Piruzy, lecz za to z pewnością spotkałeś jakowąś inną istotę nieziemską.
— Spotkałem istotę płomienną, której na imię było Sermina.
— Tedy51 w braku Piruzy — mów mi o Serminie.