Wymknąć się zwinnym sidłom pustej tajemnicy!

Stracić z oczu brzeg niegdyś znajomej rozpaczy!

Umrzeć, dopóki jeszcze śmierć trwa i coś znaczy!»

I śmierć to słowo: umrzeć — pochwyciła mętnie

I węsząc zdobycz, dla niej zachowaną skrzętnie,

Ku ciału śladem duszy podpełzła zawile.

Lecz dał znak. Śmierć odeszła. Fruwały motyle.

A on mówił: «Com widział w obłędnej pogoni

Za źródłem nieistnienia, gdzie się nic nie trwoni?

Widziałem Wieczność w górach — w godzinie niewiary