W trwałość własnej żałoby i w uciszeń czary,

Gdy odziana w śnieżycy wzburzony gronostaj

Z płaczem o wszystkich zmarłych — wybiega na rozstaj!

Widziałem, jak się borów osoba liściata

Wyłania z pęt zieleni i bada głąb świata,

Co powstał wbrew jej szumom i z myślą nie o niej, —

Liście zwiędłe — od niego, on od liści stroni...

I tu jeszcze widziałem, jak trup się spopiela,

A popiół, zamiast spocząć, w inny kształt się wciela:

Psem się staje u wrótni9 obcego mu domu