Lecz i tam się coś krząta, szemrze i szeleści!

Wiem: sen wieczny to tylko czasu w grobie strata,

Bo w najdalszych zakątkach i przerwach wszechświata

Nie ma zwłok dość umarłych, dość znikłego cienia

I pyłów dość nikczemnych — bez łez, bez istnienia!

I jąłem wówczas walczyć z tym pyłem ostatnim —

Z tym szelestem, z tym szmerem na pozór tak bratnim...

Aż krusząc najdrobniejsze istnienia kajdany,

Znalazłem nagłą wolność w otchłaniach Nirwany11!...

Mój to twór! W nim się zmieszczę, mimo żądz ogromu!