Podłoga zwierciedliła, lśniąc sennym nabytkiem,

Palmy liść z jaśniejszym nieco spodem,

Ale tak, że mętniał w rozcieńczeniu płytkiem,

Jakby zieleń ktoś rozlał mimochodem...

Fotel, trawiąc ciszę aksamitną,

Ociężale wygodniał i płowiał...

Cukier igrał skrą błękitną,

Bochen chleba — różowiał...

Zegar wytrząsał ze sprężynowych zwojów

Dłużącą się nutę w głąb sali.