I uspokoił mnie.

Czekałem, aż wóz ruszy, by wlec Cię do miasta...

W skwar słońca skrzypnął wóz.

Drgnęła trumna, a była godzina dwunasta.

Żelazny zagrzmiał kłus!...

I sam nagle w tym słońcu musiałem pozostać.

Patrzyłem szynom w ślad...

Świat się zmniejszył na zawsze o twą drobną postać,

I zmalał cały świat!

I myśl wątła do mojej wsnuła się żałoby,