I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem,
I czarował zniszczotą5 wonnych niedowcieleń,
I kusił coraz głębiej — w tę zieleń, w tę zieleń!
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,
W taką zamrocz6 paproci, w takich cisz kurhany7,
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask8 głuchy,
W takich szumów ostatnie kędyś9 zawieruchy,
Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni10,