Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,

Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,

Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.

[Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie...]

Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie

Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie

Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,

A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!

Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,

Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,