Odchodzimy gdzieś co chwila i co chwila brak nam lic...

I nie mogę cię pieścić, i nie pieścić nie mogę, —

Tylko patrzę w zmierzch za tobą i nie pragnę widzieć nic.

Usta twoje — daleko! Usta twoje — tak blisko!

Serce w żalu zatwardziałe do rąk białych weź i złam!

Czy pamiętasz ów ogród — płot wysoki — mgłę niską?

Mgła — to człowiek niepotrzebny, snem mi równy — taki sam!

Coś tam o nas przez liście zaszeptało do cienia, —

Potoczyło się po drzewach — zrozumiało nas — i lśni...

W ustach twoich — tkwi chłodna odrobina znużenia, —