Nic w niej nie było, oprócz uśmiechu i przeznaczenia, —

I kochałem ją za to, że nic więcej nie było.

Znam taką duszę, co cmentarniejąc nie do poznania,

Sztuczną różę w śmierć niosła... Była niegdyś różystką10...

Skąd ten świat cały? — I róże sztuczne?... I czyjeś łkania?

I ja — w świecie, — i ptaki — i pogrzeby — i wszystko?

Znam ja złocistość, co śni się niebu w imię rezedy11...

Dla snów błędnych jest człowiek — lada Bożą ustronią12.

Gasł niegdyś wieczór — i łódź się moja rozbiła wtedy

O tę zgubną złocistość. Tak się stało, że o nią.