twórczym.

Ogród pana Błyszczyńskiego zielenieje na wymroczu,

Gdzie się cud rozrasta w zgrozę i bezprawie.

Sam go wywiódł z nicości błyszczydłami swych oczu

I utrwalił na podśnionej drzewom trawie.

Kiedy zmory są zajęte przyśpieszonym zmorowaniem

Między mgłą a niebem, między mgłą a wodą, —

Zielna zjawa swe dłonie zbezcieleśnia ze łkaniem

Nad paprocią — nad pokrzywą — nad lebiodą14.

W takiej chwili Bóg przelatał15, pełen wspomnień wiekuistych,