Ścieżką podobłoczną — właśnie, że tułaczą —

I przystanął na zbiegu dwojga tęsknot gwiaździstych,

Gdzie się widma migotliwie bylejaczą.

Zaszumiało jaworowo, ale chyba wbrew jaworom —

Samym cisz zamętem, samą cisz utratą...

«Kto te szumy narzucił moim dumnym przestworom?

Kto ten ogród roznicestwił tak liściato?...»

Cisza... Nikt nie odpowiada. Płyną chmury i godziny...

Wszelka dal w niebiosach — to dal zagrobowa.

Pan Błyszczyński w świat nagle z trwożnej wyszedł gęstwiny,