Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni10,

Cienisty, jak bór w borze — topielec zieleni.

Gwiazdy

Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy11

Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,

To w próżnię swe radosne unosząc pożary,

To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.

Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,

A światy roziskrzone — zaledwo12 na mgnienie

Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,