Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

Odsłaniają swe jary13, wzgórza i parowy14,

Już z jednego szum borów płonących dolata15,

Z drugiego — cisza grobów, a z trzeciego świata —

Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,

Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,

Gwiazdy giną w jaśnistych16 roztopach błękitu,

I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.

Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,