Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów17 siana
Rzeźwię18 oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,
I do snu odniałego19 padam na kolana.
I śni mi się, i trwogą uderza do głowy
Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.
Odjazd
Gdym odjeżdżał 20na zawsze znajomym gościńcem21,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli, i błękit przezroczy22,