Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,

Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,

Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale.

Nie wiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary,

Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota?

Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota88,

Co się kryją — spłoszone — w parowy89 i jary90?

Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze91,

Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie

I w pierś moją uderzy — i cały się zaskrzę,