Reszta dorożki z plecami woźnicy,

Znikając nagle na rogu ulicy,

Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca.

Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie,

Znienacka wstrząsa kudłami swej grzywy

I pysk zadziera, i patrzy ciekawie

Na szyld, od wróbli szary i wrzaskliwy.

Jakaś wariatka męczeńsko uboga,

Słynna w zaułku na całe podwórze,

Wrzuca do skrzynki, strumniałej przy murze,