Nozdrzom, co węszą całe gniazda woni

W zagąszczach krzewów, bo, nabrzmiałe zmierzchem,

Kwiaty rozpustniej swych pyłów rozpierzchem

Drażnią powietrze, przypadłe do skroni

Ziemi, podziemnym opętanej szałem

I czyhającej na zejście niebiosów

Do jezior głębi...

W uciszeniu białem

Oparów, w nic się złocących powoli,

Włóczy się mrowie snów, przysiąg i losów