Niczyich, własnej zostawionych doli,

Nieprzynależnych, prócz siebie, nikomu!

Dusza w tem mrowiu szuka pokryjomu

Wróżb na dzień zeszły... Zaś dłonie obiedwie,

Choć nieruchome zadumy drzemotą,

Czują się — niby wyciągnięte w złotą

Dal — w taką złotą, że widną zaledwie

Oczom, — że aż się w oczach dzieją zmory!...

Wieczory moje, minione wieczory!

Gdziem was nie widział? Na łąkach, obłokiem