Na zgromadzonem w skrzętny wieniec złocie

Splotów dziewczęcych — i na srebrze starczem

Jakowejś brody wędrownego dziada!...

W zielonych szybach rozszalałych karczem,

Skąd wrzask pijany, wybuchając, wpada

W pobliski cmentarz, co przekrwawia w ponsy

Krzyże przejrzałe i brzóz nagłe wstrząsy

I swych jarzębin ogniste paciory!...

Wieczory moje, minione wieczory,

Pełne zarazy urojonych sprzyjań