III

Zbój

Przez śnieżycę, co wyjąc, powiększa przestworza,

Zbój się skrada — w nawianej puszyściejąc bieli...

Nie masz prawa sięgania do ludzkiej gardzieli!

Mam — prawo noża!

Pcha go naprzód w mrok pusty wicher i nadzieja...

Stanął nagle, jak gdyby z durną zmorą zszedł się.

I oczy, zaszronione nieściśle, rozkleja,

I patrzy przed się.