Z cieniem, który ułomnie zboczony na murze

Na przelewne ramiona wdział czapę bez głowy,

W sztywnym brzasku latarni piętrzy się w mundurze

Posterunkowy.

Księżyc na chmur czuprynę wyplusnął dzban mleka,

A Bóg żywcem uchodzi w śnieg, w chłód i w zawieję.

Zbój krzyczy: «Panie Chmura!» — i w nicość ucieka,

A on — olbrzymiejąc — poważnieje...