Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę

Złotą muchę, co uderza w moje usta.

Obłok, prósząc przez drzewa

Skry4 ogniste, powiewa,

Jak płonąca w dal chusta.

Ta murawa, wychmarzona z rosy,

Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota,

Skoro jabłko, zjedzone przez osy,

Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota.

Wzrok zdziwiony nią pieszczę,