Pieśń o doli twojej twardej!
W prostych zwrotkach niezgrabnej piosenki o małym Hardym, dzielnym tkaczu roczdelskim, przesuwa się całe jego smutne życie. Wędruje przez szerokie gościńce i prosi ludzi o kawałek chleba. Spotyka wytwornego pana, ubranego w elegancką szarą pelerynę, żółty cylinder i lśniące czarne buty. Idzie z nim do fabryki i zaczyna w niej pracować. Siły jednak nie dopisują mu. Mały Hardy zbyt jest słaby, żeby tak dużo pracować i tak mało jeść.
Bob Sandert łączy swój głos z innymi. Omdlałe palce poruszają się szybciej i sprawniej. W rytmie piosenki odnalazły zagubiony już rytm maszyny.
Nad warsztatem pochylony
Czemuś zbladł tak, Hardy mały?
Z ust dwie strugi krwi czerwonej
Płyną na nić przędzy białej.
Długo jeszcze smutno i przewlekle ciągnie się piosenka, zanim dojdzie do tej ostatniej, najostatniejszej zwrotki.
Dźwięki gongu żywym głoszą
Koniec pracy! Zmiana warty!