— Nie, panie Hort. Jeżeli pan łaskaw, wolałbym teraz nie płacić. Mam wydatki. W przyszłym tygodniu, jeżeli pan łaskaw, panie Hort...

Hort opuścił się z powrotem na zydel i uśmiechnął się życzliwie.

— Cóż, mogę poczekać. Ja zawsze mogę poczekać. Z ciebie jest i tak nie najgorszy płatnik, Bob, tylko że mało kupujesz. Skąpisz sobie, a to niedobrze, bardzo niedobrze. Młody przecież jesteś, no nie? Czym mogę ci teraz służyć?

— Funt chleba, panie Hort.

— I nic więcej? Sam tylko chleb?

— Muszę oszczędzać, panie Hort. Płacę teraz za komorne.

— A! To rozsądnie z twojej strony, to bardzo rozsądnie! Może jednak choć kawałeczek słoniny? Nie można się przecież głodzić!

Ale Bob jest stanowczy.

— Tylko chleb, jeżeli pan łaskaw.

Za chwilę już z małym pakuneczkiem pod pachą brnie przez błoto w stronę mieszkania pani Winders.