Położyli się obok siebie na sienniku i nakryli się każdy swoją derką. John wtulił głowę w poduszkę i już zabierał się do spania, kiedy poczuł, że Bob trzęsie się jakoś dziwnie. Pochylił się nad nim i zapytał:
— Co ci to, Bob? Beczysz? Dlaczego?
— Tak się... nie udało — wyjąkał Bob.
John przysunął się do niego, objął go ramieniem i zaczął mu szeptać do ucha.
— Głupi jesteś! Przestań beczyć14, bo nie pójdziesz jutro dzwonić pod fabryką. Ty byś chciał, żeby wszystko od razu dobrze poszło. A przecież, chociaż Smith bruździł i ten O’Brien, to jednak byli i tacy, którzy wysłuchali wszystkiego z uwagą i poważnie. Ci już są nasi. I wiesz? — John zaśmiał się cicho. — Z jednej rzeczy jestem bardzo zadowolony.
— Z czego?
— Z tego, że gruby Hort był taki wściekły. To znaczy, że uderzyliśmy go w bolące miejsce.
Rozdział IV
Bob przyłożył oko do szpary w okiennicy, popatrzył chwilę i odwraca pobladłą twarz w stronę Johna, który spokojnie układa coś na półce.
— Tłumy ludzi, panie Winders, tłumy ludzi! Stoją, gapią się, śmieją... Co to będzie?