— Jak też nas Bóg ciężko doświadcza! — mówiła. — Ledwie mąż pokończył interesa, a tu dom spłonął. Gdy wróci, nie będzie miał gdzie spocząć. Okropność! To, co wydalibyśmy na podróż do Warszawy, pójdzie na restaurację domu... Już chyba nigdy nie będziemy mieli takich sprzętów ani ja sukien, choć wyszły z mody. Joseph, mon enfant, n’as-tu pas peur?114

Gdzie jest ten dobry człowiek, który nas ocalił?... Zdaje mi się, że to Gajda. Mój mąż zawsze uważał go za łotra: pokazuje się jednak, że w najgorszym sercu tleje iskra uczciwości. Powiedzcie mu, że będzie hojnie wynagrodzony...

— Ja tam nic nie chcę od państwa! — odezwał się ponuro Gajda stojący z kilkoma innymi gospodarzami we drzwiach kuchni.

A potem szepnął, patrząc w ziemię:

— Żeby mi o panienkę nie szło, nawet bym się z chałupy nie ruszył.

Tym sposobem za niebieską wstążkę i kilka poczciwych słówek kupiła Anielka życie trzech osób.

W tej chwili przygalopował biedką115 Szmul z karczmy i wszedł do kuchni.

— Co się tu dzieje? — zawołał siny z trwogi. — Jak się jaśnie pani ma?... Czy nic nie wyratowali?... Ach! takiego ognia jeszcze w naszej wsi nie było. Jakim się to sposobem mogło zrobić?...

Ludzie opowiedzieli mu naprędce o nagłym wybuchu pożaru pod dachem i o poświęceniu Gajdy.

Żyd kiwał głową i mruknął: