Tu czekać dziesiątki lat?...
Wieczorem pomogła karbowej obierać ziemniaki. To ją rozerwało nieco, choć miała lekką gorączkę.
I matka była słabsza.
— Ja muszę napisać list do ciotki — mówiła. — Jeżeli Jaś stracił mój posag, a jego ciotka ma pieniądze, toż powinna się ulitować nad nami. My tu zginiemy.
Karbowy Zając wrócił już od roboty i siedział na progu jak na koniu, podparłszy rękoma brodę. Patrzył on uważnie na Anielkę i rzekł:
— A jużci! dla państwa tu jest bardzo złe powietrze...
— I dla was złe, dla wszystkich złe! — odpowiedziała pani.
— My tośwa już przywykli — odparł. — Żeby tak ino miał człowiek kiedy czas odpocząć, jak się patrzy...
I westchnął.
— Ale — wtrąciła Zającowa — jemu tylko o odpocznienie idzie. Jużci i nam tu niezdrowo... Troje dzieci noma123 umarło, a takie były rześkie, takie wesołe...