— O pić!... pić!... dajcie pić!... Prawda, zapomniałam, że mi się pić chce... — odparła Anielka.
Józio wybiegł do sieni i przyniósł garnuszek wody. Anielka zaczęła ją pić chciwie, lecz wnet odtrąciła z obrzydzeniem.
— Gorzka woda! — szepnęła.
— Nie, Anielciu, to dobra woda!... — upewnił Józio.
— Dobra woda?... Tak... Ale ja nie chcę pić, tylko jeść... Zresztą nic nie chcę... Spać pójdę...
Karbowa ułożyła ją ostrożnie, otuliła, a potem wyprowadziła Józia na podwórko.
Chłopcu zbierało się na płacz.
— Anielcia jest chora — mówił. — Trzeba mamie dać znać. Dlaczego mama nie przyjeżdża?...
— Cicho, paniczu!... Anielcia ma gorączkę i wydają się jej różne rzeczy. Ale to minie, żeby tylko pani ciotka szczęśliwie wróciła i zabrała was stąd. Ty, paniczu, biegaj se po dworze i nie wchodź do izby; ja sama Anielci dojrzę...
Zostawszy na dziedzińcu, Józio wciąż myślał: „co może być Anielce?” i machinalnie zbliżył się do studni. Zbutwiała, zieloną pleśnią okryta cembrowina tak niewysoko wznosiła się nad ziemię, że chłopczyk mógł zajrzeć do wnętrza.