— Jużci, że ty, kiedy mówię do ciebie. A nie ma do was lepszej drogi?...

— Skądby zaś!...

— Ale tu powóz może się wywrócić...

— Może i może... — odparł chłop, nie wiedząc, co gada.

— To bydlę! — mruknął ubrany z pańska, a potem znowu wrzeszczał:

— Jakże, więc jaśnie pani musi iść do folwarku piechotą?

— Musi chyba, że tak...

— Krzysztofie! ja wysiądę... — odezwała się dama.

Pan zeskoczył z kozła i otworzywszy drzwiczki, pomógł pani wysiąść z powozu. Potem cofnął się na bok, a ponieważ droga była pełna wybojów i kijów, idąc za panią podpierał jej łokieć trzema palcami i mówił:

— Jaśnie pani pozwoli na prawo... Jaśnie pani raczy stąpić na tę kępę... Panie Piotrze, zaczekasz, dopóki jaśnie pani nie przejdzie. Potem z wolna zajedziesz na podwórze... Jaśnie pani pozwoli teraz na tę stronę, tu już jest ścieżka...