Karbowy, słysząc gadaninę tego pana, przypuszczał, że wielka dama musi być ślepa i drogi nie widzi. Potem zastanawiał się, czy wobec tej procesji nie wypada mu uklęknąć na grobli...

Pani tymczasem zbliżyła się do niego i spytała:

— Dzieci są?

— Ha?

— Jaśnie pani pyta się: czy dzieci są? — powtórzył pan, ukazując mu nieznacznie tęgą pięść w popielatej rękawiczce.

— Niby naszych dziedziców dzieci? — rzekł chłop. — Jużci są.

— Zdrowe? — spytała pani.

— Panienka to musi wcale niezdrowa. Wciąż leży...

— Czy był tu kto?

— Była jakasić ciotka...